5 najbardziej męczących typów rodziców

5 najbardziej męczących typów rodziców

by -
  1. Rodz­ice „luza­cy”

Moż­na by odnieść wraże­nie, że z rodzi­ca­mi bard­zo pasu­ją­cy­mi do wyżej wymienionych kat­e­gorii moż­na zech­cieć unikać kon­tak­tów. Wraże­nie zmienia się w pewność, gdy mówimy o kat­e­gorii trze­ciej, czyli o rodz­i­cach bard­zo „wylu­zowanych”. Co oni mają na swoim sum­ie­niu?

  • „To jeszcze dziecko” – takie jest ich mot­to. To jeszcze dziecko, więc może niszczyć, rzu­cać, brudz­ić. Nie zwrócą uwa­gi na to, że ich pociecha niszczy two­ją beżową kanapę, bo doty­ka ją brud­ny­mi pal­ca­mi. Ściany się umy­je. A bała­gan? „Sor­ry!”
  • Jeśli ich pociecha coś zniszczy, uzna­ją to za przykry wypadek… i tyle. Nie będą poczuwali się do odpowiedzial­noś­ci, co skutkowało­by koniecznoś­cią wyna­grodzenia straty.
  • Przy­chodząc do czy­je­goś domu, oczeku­ją dopa­sowa­nia go do swoich potrzeb. Nie będą cier­pli­wie tłu­maczyć dwu­latce, że wazony nie są do zabawy, a ciast­ka do rzu­ca­nia. Poproszą o schowanie wszys­tkiego z pola widzenia dziec­ka.
  • Na deser – impreza. Wylu­zowani rodz­ice będą na niej tak dłu­go, jak podo­ba się im, a nie dziecku. „Ono nam nie przeszkadza”. Maluch pada ze zmęczenia, ale jest prz­erzu­cany od jed­nej oso­by do drugiej, bo „cza­sem musi się wymęczyć”. Opcjon­al­nie zostanie bez kąpieli położone gdzieś na wol­nej kanapie.
  1. Rodz­ice pot­wornie zmęczeni

A zmęczeni to też… męczą­cy. To cała ta kat­e­go­ria rodz­iców dzielą­cych swo­je życie na przed i po dziecku. Ten dru­gi etap jest oczy­wiś­cie kosz­marem. Jak moż­na ich rozpoz­nać?

  • Uważa­ją, że wszyscy dookoła mają „szczęś­cie”. Ci, którzy wychodzą w ogóle z domu, ci, którzy mogą dłużej spać, ci, którzy jeżdżą na wakac­je. Potrafią powiedzieć nawet bezdziet­nym (z niewiadomych powodów) — „Ale macie fajnie, może­cie się wys­pać…”.
  • Rodz­ice ci wszys­t­kich ostrze­ga­ją. Na wieść o ciąży koleżan­ki umęc­zone mamy wpada­ją w euforię, pod­kreśla­jąc „No to po tobie, ter­az zobaczysz”. Nagle mają mnóst­wo zapału, by opowiedzieć o porodzie, kolkach, kłopotli­wym raczkowa­niu, bezsen­noś­ci… „A właś­ci­wie to nie ma takiego eta­pu, gdy już jest dobrze”.
  • Jeśli tylko ktoś pochwali się swoim dzieck­iem, naty­ch­mi­ast zaczy­na­ją: „Och, jakie ty masz szczęś­cie z tą two­ją Julką. Moja Zosia to…” – w swoich narzeka­ni­ach nie baczą na obec­ność dziec­ka.
  1. Na sam koniec – rodz­ice „umoral­ni­a­ją­cy”

To ci, którzy zda­ją się nieść jed­ną mis­ję – uświadomić wszys­t­kich innych rodz­iców, jakie robią błędy i jak mogą to zmienić. Bab­cia z niepoko­jem woła­ją­ca o cza­peczkę i skar­pet­ki czy mama sugeru­ją­ca rumi­anek na bolesne pier­si to przy nich mały pikuś. Oni wiedzą wszys­tko. Czym się charak­teryzu­ją?

  • Bard­zo częs­to kry­tyku­ją two­je zachowanie wobec dziec­ka – oczy­wiś­cie zupełnie nieproszeni o radę. Nie omieszka­ją powiedzieć ci wprost: „Źle to robisz”.
  • Jeśli odpowiesz, że masz inne zdanie, nie powiedzą „rozu­miem”, ewen­tu­al­nie stwierdzą, że to ty kiedyś zrozu­miesz.
  • Zawsze staw­ia­ją swo­je dziecko za wzór. W każdej sytu­acji. Jeśli usłyszą, że jakieś dziecko jest niegrzeczne, nigdy nie przyz­na­ją, że ich też takie bywa. Raczej stwierdzą: „no ja z moją Mają nie mam takich prob­lemów. Ale nie martw się, prze­jdzie!”.
  • Koloryzu­ją przeszłość. Moż­na spodziewać się opowieś­ci w sty­lu „nasz syn wołał na noc­nik już w wieku kilku miesię­cy”. Nawet, jeśli masz „lep­szą pamięć” i powiesz wprost, że to niepraw­da, to stwierdzą, że im chodzi o co innego („tylko w domu wołał!”).

Trochę humoru, trochę dys­tan­su

Na powyższe zestaw­ie­nie należy patrzeć przede wszys­tkim z przym­ruże­niem oka. Nie ma rodz­iców ide­al­nych i w każdym z nas zna­jdzie się coś, co może innych iry­tować. Ale jeśli za każdym razem wycią­gasz komórkę, by pokazać zna­jomym długie filmy z udzi­ałem swoich dzieci, zas­tanów się, czy sama… też chci­ałabyś takie oglą­dać, gdy­by ich bohat­era­mi były pociechy inne, niż two­je.

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz